Magiczny świat fotoplastykonu warszawskiegoW samym centrum stolicy, od 102 lat w tym samym miejscu, znajduje się jedyny działający w Europie fotoplastykon. Warto wyruszyć z nim w trójwymiarową podróż..

Aleje Jerozolimskie to jedna z największych arterii komunikacyjnych stolicy. Piekielny ruch, gwar, dźwięk klaksonów. Spieszący przechodnie nie przyglądają się mijanym detalom, więc mosiężny okular umieszczony w fasadzie kamienicy pod numerem 51. bywa niezauważony. Mało kto wie, że ten rekwizyt zaprasza do fotoplastykonu. Wystarczy wejść w bramę, przejść przez typowe przedwojenne podwórko-studnię, wejść do oficyny i …trafimy do świata, którego już nie ma.
Trochę historii…
Fotoplastykon wymyślono w Niemczech w II połowie XIX w. Wynalazek Augusta Fuhrmann’a uznano za idealny do prezentacji zdjęć. - Kiedy w 1880 roku Fuhrmann otworzył we Wrocławiu fotoplastykon, nazwał go Kaiser-Panorama – opowiada Tomasz Chudy, obecny właściciel fotoplastykonu warszawskiego. – Były to czasy monarchii, a ponadto taka nazwa dodawała prestiżu przedsięwzięciu. Zresztą w niemieckim obszarze językowym do dziś fotoplastykon funkcjonuje jako Kaiser-Panorama – dodaje Tomasz Chudy.
Z Wrocławia cudo techniki przeniesiono do Berlina, a następnie założono 250 jego filii w całej Europie.

…i trochę techniki
Dzięki specjalnej technice fotografowania metodą stereoskopową widz otrzymuje obraz trójwymiarowy. Obiekt fotografuje się z dwóch punktów widzenia, a obserwacja takich zdjęć polega na patrzeniu prawym okiem na fotografię wykonaną z prawego punktu widzenia i lewym –z lewego. Do oglądania zdjęć służy stereoskop - aparat o dwóch obiektywach, rozstawionych na odległość podobną do rozstawu ludzkich oczu (ok. 6 cm) z dwoma szkłami powiększającymi. Obrazy jakby nakładają się na siebie, a mózg odczytuje je jako trójwymiarowe. W połowie XIX wieku stereoskopy były niezwykle popularną formą rozrywki w mieszczańskich salonach. Od wynalazku Fuhrmann’a pojedyncze przeglądarki ustąpiły miejsca fotoplastykonom. Warszawiacy czekali na nie ćwierć wieku.
Fotoplastikon w Warszawie

W 1905 roku kamienicę w Alejach Jerozolimskich wybudowali bracia Hoserowie z bogatego rodu ogrodników warszawskich. Tomasz Chudy wskazuje na małą architekturę nad bramą kamienicy. Zachowane zdobnictwo w łuku bramy, głownie kwiaty, przypomina o tradycjach zawodowych rodziny Hoserów. Ponieważ kamienica była ogromna, Hoserowie wynajmowali lokale mieszkalne. Kim był najemca, który umieścił tam ok. 1905 roku fotoplastykon, nie wiadomo.

Od początku lat 70. XX wieku zakład pozostaje w rękach rodziny Chudych. Wpierw prowadził go Józef Chudy, kresowiak, który po 1939 roku zamieszkał w Warszawie. Następnie opiekę przejął jego syn Tadeusz Chudy, a obecnie od 15. lat, rodzinną firmę prowadzi Tomasz Chudy. - Gdy w 1973 roku dziadek umarł - mówi pan Tomasz. - Fotoplastykon zamknięto. Ojciec, formalnie kolejny jego właściciel, był pisarzem, redaktorem naczelnym „Płomyczka”, miał sporo innych zajęć. Nie był w stanie przyjmować zwiedzających - dodaje Chudy. - Ale ma swój wkład w historię tego miejsca, bo doprowadził w 1978 roku do wpisania fotoplastykonu do rejestru zabytków.
Jedyny taki w Europie
Fotoplastykon warszawski jest jedynym stuletnim fotoplastykonem w Europie, który znajduje się w tym samym miejscu od początku istnienia (in situ), a w dodatku działa! Obecnie raczej ogląda się je w muzeach jako eksponaty (Warszawa, Łódź).

W zbiorach jest ok. 2500 zdjęć, pochodzących z różnych lat. Tomasz Chudy przywołuje najstarsze zdjęcie z roku 1869, przedstawiające otwarcie Kanału Sueskiego. - Obecny program obejmuje 48 fotografii (to wynika z konstrukcji urządzenia; podobnie jak ilość stanowisk - 24) i jest reprezentatywny dla tego, czym kiedyś był fotoplastykon dla ludzi. Miał im pozwolić obejrzeć świat niedostępny - wyjaśnia pan Tomasz. - To nie Warszawę oglądano. Największym zainteresowaniem cieszyły się fotografie współczesne i z dalekiego, egzotycznego świata. Jednak ponieważ współcześni turyści chcą obejrzeć także starą Warszawę, nasz program to uwzględnia – dodaje właściciel.
W zbiorach znajduje się ok. 50 takich zdjęć. Dla Tomasza Chudego fotoplastykon jest zarówno wizytówką stolicy, jak i Polski. - Nigdzie już nie ma autentycznego działającego fotoplastykonu, a teraz kiedy jesteśmy w UE i tworzymy wspólnotę kulturową, ważną jest informacja, że takiej klasy zabytek obejrzeć można na wschodzie Europy – podkreśla Chudy. Mimo iż jest to rarytas w świecie techniki, nigdy nie był dofinansowywany ani przez Miasto, ani przez Ministerstwo Kultury.
Czas na projekcję…
W pomieszczeniu fotoplastykonu czas stanął. Na środku stoi drewniane cylindryczne urządzenie z 24. mosiężnymi okularami i taką samą liczbą wiekowych krzesełek. W rogu pokoju oryginalny piec kaflowy , a na ścianach plakaty reklamowe z lat 50.! Przytłumione światło, muzyka klasyczna w tle (właściciel jest muzykologiem) ... Wystarczy przyłożyć oczy do okularów i poddać się temu swoistemu misterium; widz niemal przenosi się w czasie. Egipt, Algieria, wioska murzyńska, Warszawa – ulica Bracka, Krakowskie Przedmieście, cerkiew Newskiego, zbiór kawy i parzenie herbaty, zbiór bawełny…i kilkadziesiąt innych trójwymiarowych fotografii. Wrażenia są niesamowite.

Tomasz Chudy opowiada żywo o gościach fotoplastykonu: - Przychodzą tu ludzie bardzo świadomi tego, co mają zobaczyć; oczekują innych wrażeń niż te, które serwuje kultura masowa. Często przyprowadzają dzieci, które żywo reagują na magiczny świat. Zresztą nie tylko dzieci mówią o magii tego miejsca. Pan Tomasz z dumą pokazuje księgę pamiątkową, pełną podziękowań. Jest tu też szczególnie cenny wpis Ryszarda Kapuścińskiego: „Panie Tomaszu, otworzył Pan dla mnie nierzeczywisty świat swojego fotoplastykonu, za co serdecznie Panu dziękuję.”
Skrzynka kontaktowa i jazz…
Historia niekiedy narzucała fotoplastykonowi inne funkcje od tej zasadniczej. Widzowie mający dobrą pamięć bez trudu przywołają sceny ze „Stawki większej niż życie” i „Polskich dróg” , kręcone właśnie w fotoplastykonie warszawskim. To naturalnie tylko fikcja filmowa, ale jest i jak najbardziej realna historia.
W czasie okupacji był tu punkt kontaktowy Szarych Szeregów. Potwierdzają to wpisy świadków w księdze pamiątkowej. - Było to idealne miejsce do konspiracji. Centrum miasta, a jednak mocno zakamuflowane; dwa podwórka, tajemnicze zakamarki,a poza tym Niemcy do fotoplastykonu nie chodzili - opowiada pan Tomasz. - Był dla nich zupełnie nieatrakcyjną formą rozrywki. Fotoplastykon przetrwał wojnę niezniszczony, niemal natychmiast ruszył i ponownie okazał się azylem.
- Z nieco innych powodów, ale znowu nie można było poznawać świata - śmieje się Chudy. - Repertuar kinowy był dość monotonny, rzeczywistość skostniała. Słuchano więc jazzu i oglądano zdjęcia.
Pan Tomasz opowiada, że znaleziono nawet sposób, żeby zdobywać materiały fotograficzne z zakazanej zagranicy. - Ówczesny właściciel nawiązał kontakt z marynarzami i innymi osobami, które mogły wyjeżdżać za granicę i przywozić zdjęcia! Potem je obrabiał , a kolejki chętnych do obejrzenia stały przez całe podwórko - dodaje pan Tomasz.
Podobno na przełomie lat 50. i 60. zdjęcia na zamówienie robił np. słynny himalaista Andrzej Zawada.

Fotoplastikon zaprasza we wtorki i czwartki w godz. 15 - 19
i w soboty: 11 - 15.
Aleje Jerozolimskie 51, Warszawa |